Metody spędzania czasu wolnego

Z powodu późnej pory i braku energii do pisania, wstawiam komiks. Ktoś raz mi powiedział, że go ubawił. Może ubawi więcej niż jedną osobę (ale Twoje zdanie i tak jest mi bardzo drogie, Grażynko ♥︎).

IMG_2632

Advertisements

Tama na myśli

Na początek przytoczę ulubiony cytat, jaki kiedykolwiek słyszałam na wykładzie:

Oczywiście, że to się dzieje w Twojej głowie, Harry.
Ale czy to znaczy, że nie dzieje się naprawdę?

W tym momencie skłamałam, bo cytat tak naprawdę został powiedziany w języku angielskim, a poza tym jego tłumaczenie na polski w wykonaniu Andrzeja Polkowskiego (cytat pochodzi z Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci) brzmi trochę inaczej.

Ale wiecie, o co mi chodzi. Do sedna!

A gdyby tak człowiek wyobraził sobie, że jest jak rzeka? Rzeka, która potrafi być i dobra, tworząca plaże poprzez nanoszenie sedymentu, ale także destrukcyjna, pogłębiająca meandry i erodująca nabrzeża i kamienie na dnie.

Rzeka, która potrafi swoją energią zasilać elektrownie wodne i młyny, przyczyniając się tym do tworzenia dobra: bo można zmielić zboże na mąkę i zrobić z niego chleb. Można też wytworzyć elektryczność i zasilić żarówki w szkołach, dzięki czemu dzieci mogą czytać i stawać się wykształconymi ludźmi.

W przypadku człowieka, o ile śmiertelne ciało staje się korytem rzecznym, to jego myśli stanowią wodę, która przez nie płynie. Jak wie każdy, myśli potrafią płynąć z przytłaczającą prędkością. Przelewają się wtedy przez głowę, jakby miały porwać z brzegu setki ludzi, i zdaje się, jakby żadna tama nie była w stanie ich powstrzymać.

A gdyby spróbować wybudować taką tamę? Czy wtedy energia umysłu zostałaby wykorzystana (prawie) wyłącznie w dobrych celach? Nie pozwolilibyśmy wtedy niszczyć sobie życia swoim myślom.

Co jest potrzebne do zbudowania myślnej tamy?

Prawdopodobnie ważne są materiały konstrukcyjne. Dobre i solidne materiały to dobra i solidna dieta, dobre i solidne oparcie w innych ludziach, dobra i solidna psychika, która nie pozwoli zwariować w zwariowanych sytuacjach. (Bo o to w życiu chodzi, żeby napotykać zwariowane sytuacje, bo inaczej byłoby nudne; a priorytetem życia, jak to można wywnioskować metodą eliminacji, jest to, żeby się nie nudzić).

A co z jej kształtem? Czy kształt może być dowolny?

Co to w ogóle za pytanie?
Właśnie poradziłam losowej osobie wybudować sobie tamę na swoje myśli.
Czy nie jest to dość absurdalny pomysł?
Tama myśli, to już wariactwo!

Za dużo dobra, więc olać to

Wtorek, 11 kwietnia. Rano rysuję plan dnia:

Do zrobienia:

  • Odebrać wydruki z copy haven
  • Odwiedzić Babcię
  • Pójść do Sanepidu
  • Pójść na Targi Pracy
  • Wyrobić kartę ISIC
  • Pójść na jogę, albo chociaż pobiegać do parku
  • Odwiedzić stare gimnazjum
  • Kupić cienkopis

Ciekawe wydarzenia w okolicy (z czego wszystkie zaczynają się i kończą o tej samej porze):

  • Spotkanie mieszkańców z Radą Okręgu Bydgoskie Przedmieście
  • Pokaz filmu o Marii Skłodowskiej-Curie
  • Wykład o historii polskiego wzornictwa
  • Wieczór podróżnika w Hanza Cafe

***

Wieczór. Podsumowanie dnia:

Sprawy załatwione:

  • Odebrałam wydruki
  • Odwiedziłam Babcię.

Przy okazji, strasznie pizgało, kiedy jechałam na rowerze i do drukarni, i do Babci.

Wydarzenie, na które ostatecznie zdecydowałam się pójść:

  • Żadne.

Bo oczywiście z czworga dobrego najlepiej wybrać nic. Nie marnujesz energii, a i tak będziesz żałował, że nie poszedłeś na 3-4-5 pozostałych wydarzeń, które działy się dokładnie w tym samym czasie.

#FOMO, #FOMO, #FOMO.

***

Jak sprawić, aby Bałagan Dnia* – taki jak ten – już się nie powtórzył?

Zawsze się nad tym zastanawiam, i coraz częściej dochodzę do wniosku, że kluczowym elementem panowania nad swoim dniem jest priorytetyzowanie. (To chyba nie jest słowo, bo podkreśliło mi je na czerwono, ale na potrzeby tego tekstu – właśnie powstało).

A jeśli priorytetyzowanie nie działa, to zawsze działa olewanie, jeśli wiecie, jak to dobrze zrobić. Bo jest olewanie dobre i olewanie złe.

Olewanie złe jest wtedy, kiedy człowiek się z tym źle czuje. Olewanie dobre jest wtedy, kiedy wyzwala człowieka od trosk i pozwala mu skupić się na swoim własnym samopoczuciu.

Olewanie dobre jest wtedy, kiedy myśli przebiegające przez głowę brzmią mniej więcej tak:

“Jebać to, taka okazja na pewno jeszcze się powtórzy, a jak nie, to trudno. Teraz przynajmniej mam święty spokój i mogę poczytać książkę we własnym łóżku i zjeść kanapkę, i wypić herbatę, też we własnym łóżku. Mógłbym się pomartwić tym, że nie jestem wystarczający produktywny, ale naprawdę mam na to wyjebane, a jak ktoś ma do mnie pretensje, to jego problem. Najwyżej skończę pod mostem jako bezdomny. Ale przynajmniej zjem kanapkę.”

 

*Bałagan Dnia jest wtedy, kiedy myślisz sobie – hm, to będzie udany, zorganizowany dzień, w końcu mam tyle rzeczy do załatwienia i na pewno nie będę mieć czasu na zastanawianie się, co zrobić następne

Jestem u siebie

Szlachetne buraki,
Ich swojskie smaki
Najlepiej smakują
Tym, co emigrują.

Jestem u siebie, i jak to stwierdziła Pani z Kamienicy Inicjatyw, jestem wśród buraków. W zasadzie to nie ona stwierdziła, tylko jej syn, który mieszka w Londynie (i nie planuje wracać). Ludzie są różni. Ja planuję wracać, i w gruncie rzeczy już wróciłam, tylko kilka egzaminów mam do odhaczenia. Ale to jedyny interes, który wygoni mnie z rodzimej ziemi w tym roku, i przyrzekam to sobie na dobre.

Nie znaczy to, że po maju nie postawię stopy poza granicami kraju. Podróżowanie i “bycie u siebie” to dwie różne rzeczy. Studiując tutaj, pracując tutaj, ja wiem, że mam bazę i oparcie w kraju, który znam i w którym dorastałam. To prawda, kawałek mnie został w Yorkshire, ale każdy z nas zostawia kawałek siebie w miejscu, w którym spędza czas na znaczącym etapie w życiu. Takie rozkawałkowanie może komplikować sprawy, i czasem trochę boleć, i czasem powodować lekkie zamętlikowanie głowy.

Ale kiedy człowiek jest u siebie, to wie, że jest u siebie. Bo idzie ulicą i nie musi o niczym myśleć, poza tym, że ma stopy które odbijają się od cementu, i niosą go przez powietrze, które wdycha parą nozdrzy, i że ma dom, i że w tym domu czeka najprawdopodobniej makrela z Biedronki i resztka podwiędłej sałaty od pani z rynku, i że wszystko jest dobrze.

Bo ma niezbywalne prawo być tu, a nie gdzie indziej, i jest mu najzwyczajniej w świecie dobrze. Nie superdobrze, nie najlepiej, ale jest okej. Może być. I może tak zostać.